czwartek, 3 maja 2018

Rozdział 3:

Bardzo proszę, aby KAŻDY, kto czyta ten rozdział zostawił po sobie ślad w postaci KOMENTARZA, gdyż bardzo chciałabym wiedzieć, czy jest tutaj ktoś, kto to w ogóle czyta poza jedną, czy dwiema osobami. Z góry dziękuję :)

______________________________________

Podczas gdy Rydel, Kelly, Ellington oraz Luca wybrali się na spacer, Riker i Rocky jako jedyni pozostali w salonie. Siedzieli na kanapie wciąż rozbawieni sytuacją, która wydarzyła się przed momentem. 

- Co się przed chwilą stało? - odezwał się rozbawiony Riker, spoglądając na brata.
- Dziewczyny chyba oszalały - odparł ze śmiechem Rocky.
- Niech tylko Luca tego nie nadużywa - zmarszczył brwi starszy. - Widać, że Rydel nieźle wzięło - dodał. Brunet spojrzał na niego z powagą.
- Nawet tak nie mów, Luca taki nie jest - powiedział po chwili milczenia. - Poza tym.. Kelly ma Ratliffa - uspokajał, widząc zaniepokojenie na twarzy brata.
- Ja nie mówię o Kelly - westchnął dwudziestodwulatek. - Mówię tak ogółem. Jest przystojny, podoba się dziewczynom.
- My też jesteśmy przystojni i podobamy się dziewczynom - odparł z szerokim uśmiechem Rocky, szturchając blondyna łokciem. Chciał rozładować napięcie, które zaczęło towarzyszyć ich dyskusji, jednakże widząc, iż to nie działa spoważniał. - Wyluzuj, co cię tak nagle wzięło na takie przemyślenia? 
- Sam nie wiem - wzruszył ramionami Riker. Spuścił głowę w dół, zmienił nieco pozycję, w której siedział na bardziej komfortową i ponownie się odezwał. - Ale masz rację, przesadzam - uśmiechnął się delikatnie. 

W tym momencie rozbrzmiał dźwięk telefonu. Starszy z braci wyciągnął komórkę z kieszeni, spojrzał na ekran i uśmiechnął się nieznacznie, odczytując wiadomość. Bez wahania zaczął na nią odpisywać z wciąż wyraźnym zadowoleniem. Gdy tylko odłożył na bok urządzenie, spotkał się ze wzrokiem Rocky'ego, który bacznie przyglądał się zajściu.

- Co? - zapytał po chwili, zauważywszy znaczący uśmieszek brata.
- Nic - odpowiedział niskim głosem, a jego uśmiech stał się jeszcze bardziej wyrazisty. 
- No ejj, o co ci chodzi? - denerwował się starszy.
- O nic - wzruszył ramionami roześmiany Rocky. Riker machnął ręką i potrząsnął głową, nie chcąc dalej kontynuować rozmowy. Wówczas jego telefon ponownie zabrzęczał. - Kto napisał? -  zapytał wesoło młodszy. Blondyn jednak nie odpowiedział. Zdawał się być zbyt pochłonięty wiadomością.
- Hmm? Co mówiłeś? - spytał po chwili, blokując ekran telefonu. Brunet zaśmiał się delikatnie.
- Kto pisał? - ponowił zapytanie. - Moja przyszła bratowa?
-  Ohh przestań, Rocky. Póki co, to tylko koleżanka.
- Póki co - powtórzył młodszy. - Cały czas ze sobą piszecie, umów się z nią - poradził, wprawiając brata w chwilę zmyślenia.
- Może i tak zrobię - uśmiechnął się dwudziestodwulatek. - Jutro.
- To świetnie, a tak w ogóle to... - urwał, spoglądając na kuchnię. Szturchnął łokciem brata i kiwnął głową w stronę miejsca, w które patrzył. 

Riker rzucił bratu pytające spojrzenie, po czym niezwłocznie wstał i ruszył do kuchni, a zaraz za nim Rocky. Zastali tam Cassidy. Stała ona, opierając się łokciami o blat, z twarzą schowaną w dłoniach. Starszy zbliżył się i położył rękę na plecach dziewczyny, szturchając ją delikatnie.

- Wszystko w porządku? - zapytał, nachylając się w stronę nastolatki. Ta przytaknęła lekko, nie podnosząc nawet głowy. - Coś się stało? - pytał z przejęciem.
- Cholera, zapomniałem o kurczaku - rzucił Rocky, podbiegając pośpiesznie do piekarnika. Natychmiastowo wyłączył go i uchylił drzwiczki.
- Boli cię coś? - ponownie zapytał siedemnastolatkę Riker po chwili wpatrywania się w brata. Dziewczyna pokiwała przecząco głową. - Coś z Rossem? - kontynuował, próbując nakłonić dziewczynę do rozmowy. Nieobecność najmłodszego brata jedynie utwierdzała go w przekonaniu, że chodzi o kłótnię. 
- Niee - odpowiedziała po chwili. Zaczęła powolnie się podnosić, a następnie ustała naprzeciw mężczyzny, starając się utrzymać równowagę. - Świetna koszula - odparła z lekko słyszalnym pojąkiwaniem, poklepując przyjaciela po ramieniu. Uśmiechnęła się szeroko i delikatnie zachwiała, na co chłopak odruchowo chwycił ją za rękę i zaśmiał się.
- Ty już może nie pij więcej - powiedział przez śmiech, utrzymując dziewczynę przed upadkiem.
- Co jest? - odezwał się donośnie Ross, wchodząc do kuchni, widząc stojącą parę. 
- Cass się trochę gorzej poczuła - odpowiedział bez zawahania Riker, puszczając partnerkę. - Może weź ją na górę i niech się położy.
- Jasne - przytaknął młodszy. - Chcesz odpocząć? - skierował w stronę niebieskookiej. 
- Mhmm - odparła, obejmując mocno partnera, a następnie pocałowała go w policzek. - Ale chodź ze mną. 
- Pewnie, że pójdę - uśmiechnął się szeroko, po czym wspólnie ruszyli w stronę schodów, prowadzących na górne piętro. 
- Nie zjecie kurczaka? - spytał Rocky, który właśnie wyciągał z szafki talerze. Ross spojrzał na Cassidy, która zdawała się już nie być w pełni świadoma.
- Zjemy na górze - odparł po momencie zastanowienia. - Zaprowadzę Cass do pokoiku i zaraz zejdę - dodał, a następnie opuścił pomieszczenie. 

Chwilę później para znajdowała się już na piętrze. Skierowali się do pokoju gościnnego, jako iż Ross dzielił swój z Rikerem. Usiedli wspólnie na łóżku, a już po niedługim momencie dziewczyna postanowiła się na nim rozłożyć. 

- Idę na dół po jedzenie, zaraz wrócę - zwrócił się do leżącej w bezruchu, na wpół śpiącej blondynki. - Umm.. wezmę od Rydel jakąś piżamę i.. a nieważne - urwał, widząc, że dziewczyna nie reaguje. Przez krótki moment obserwował ją, by następnie skierować się do kuchni, jak wspomniał wcześniej. 
- I jak Cass? - zapytał Riker, siadając wraz z Rockym przy stole. Ross wzruszył ramionami.
- Śpi - odparł krótko, sięgając z szuflady sztućce. 
- Rozbrykała się - zaśmiał się Rocky, biorąc do ust kolejny kawałek kurczaka. 
- Oj przestań, cieszy się, że przyjechałem - odpowiedział z uśmiechem młodszy. Nałożył na dwa talerze niewielkie porcje przygotowanego przez siostrę dania i udał się z powrotem do pokoju na górze.

Gdy zaszedł na miejsce, chwycił za klamkę i bezszelestnie otworzył drzwi, nie chcąc zbudzić nastolatki. Ostrożnie położył talerze na komodzie, zapalił lampkę, stojąca przy łóżku i zgasił duże światło. Zbliżył się do Cassidy, która zdawała się spać i delikatnie szturchnął jej ramię. 

- Hmm - mruknęła po cichu, uchylając delikatnie oczy. 
- Wstań na chwilkę, przebierzesz się w coś innego i zaraz wrócisz do łóżka - powiedział troskliwie,kładąc dłoń na plecach Cass, zachęcając ją do podniesienia się. Ta z lekkim trudem zaczęła wykonywać propozycję chłopaka. Podparła się na rękach, a jej głowa opadła na ramię blondyna. - Wszystko okej? - zapytał, gładząc włosy dziewczyny.
- Tak - odpowiedziała z szerokim uśmiechem, zerkając na Rossa. 

Po chwili obydwoje stali już na równych nogach. Cassidy opierała się o ścianę, chcąc utrzymać równowagę, Ross natomiast grzebał w komodzie, szukając ciuchów, które mógłby dać dziewczynie do spania. Sam również nie był w pełni trzeźwy i odczuwał lekkie zawroty głowy, jednakże świadomość tego, że nastolatka jest w znacznie gorszym stanie, pomagała mu zachować chociaż pozory trzeźwości.
 Wyciągnął wreszcie z jednej szuflady siwy t-shirt, a z następnej granatowe shorty. Odwrócił się na pięcie i prawie się odezwał, jednakże nim zdążył cokolwiek powiedzieć zaniemówił. Złapał głęboki oddech i przygryzł delikatnie dolną wargę.

- Umm.. - zaczął po chwili. - Możesz spać umm.. wyjąłem ci ciuchy - powiedział, podchodząc powolnie do dziewczyny. 

Wyciągnął do przodu rękę, w której trzymał strój i nieustannie wodził wzrokiem po ciele dziewczyny. Stała ona w spódniczce i koronkowym, prześwitującym staniku, pozbawiona bluzki, którą zdjęła, gdy Ross zajęty był poszukiwaniem dla niej odpowiednich ciuchów. 
Cassidy, nie zwróciwszy uwagi na osiemnastolatka, chwyciła za dolną część garderoby z zamiarem zsunięcia jej w dół. Wraz z pierwszym powolnym ruchem straciła równowagę, na co natychmiastowo zainterweniował chłopak. 

- Pomogę ci - uśmiechnął się delikatnie, trzymając dłonie na talii partnerki. Ta położyła ręce wokół szyi chłopaka, by ponownie się nie zachwiać. 

Już po chwili Ross zaczął zsuwać z niej spódniczkę, która natychmiastowo znalazła się na podłodze. Chłopak, klęczący wówczas na jednym kolanie, przeleciał wzrokiem po nogach siedemnastolatki. Przełknął ślinę, podniósł się na równe nogi i zaczął wpatrywać się w twarz ukochanej. 

- Kocham cię - powiedział, po czym złożył na ustach dziewczyny delikatnego całusa, który szybko przerodził się w namiętny pocałunek.

Wodził rękoma po jej plecach z coraz większą zachłannością, jednak po kilku minutach przerwał. Gwałtownie oderwał się od Cassidy i sięgnął z szafki, stojącej obok ciuchy, które uprzednio na niej położył. Nim zdążył je wręczyć dziewczynie, ta chwyciła za kołnierzyk od jego koszuli i uśmiechnęła się z na wpół otwartymi oczami. Ross oblizał delikatnie wargi. 

- Ubierz się i umm.. - zająknął się, spuszczając wzrok w dół, widząc jak jego partnerka powolnie zaczęła odpinać kolejne guziki jego koszuli. Szło jej to nieudolnie, jako że były one niewielkich rozmiarów, a sama nieustannie chwiała się na boki. - Uhh.. chodźmy spać - dokończył. Trzy guziczki były już odpięte, pomimo drobnych utrudnień, a dziewczyna wciąż nie dawała za wygraną. - Cassy - kontynuował z ciężkim oddechem - proszę cię - chwycił za dłonie dziewczyny, które znajdowały się już w połowie drogi do ostatniego zapięcia. - Przebierz się i chodźmy spać - powiedział, starając się resztkami sił opanować buzujące w  w nim emocje. Odsunął się od nastolatki i oparł o szafkę, wzrokiem wciąż lustrując dziewczynę, stojącą w samej bieliźnie. 
- Okeej - mruknęła. Podeszła chwiejnym krokiem do szafki, na której osiemnastolatek zostawił ubrania. Nim jednak je wzięła, chwyciła za zapięcie od biustonosza i zaczęła się z nim siłować. Ross, stojący nieopodal, z poważną miną wpatrywał się w poczynania dziewczyny. Widząc, że usiłuje ona zdjąć stanik, przetarł kilkakrotnie twarz swoimi dłońmi, nie spuszczając jednak z niej wzroku. 

"Jest pijana, nie możesz tego wykorzystać" chodziło po głowie Rossa, gdy starał się nie ulec pokusom, jakie fundowała mu Cassidy.

- Pomóż miii - jęknęła siedemnastolatka, oparłszy się o szafkę, nie mogąc odpiąć zapięcia. Po chwilowym zastanowieniu chłopak zdecydował się podejść bliżej dziewczyny. Przeleciał wzrokiem po jej ciele. 
- Śpij w staniku - powiedział zmarnowany, biorąc do ręki shorty. - Załóż to - skierował  do blondynki, która już moment później miała na sobie dolną część ubioru. 
- Podobam ci się w ogóle? - zapytała, ponownie łapiąc za koszulę osiemnastolatka. Ten zagryzając wargę pokiwał tylko twierdząco głową. - Jak bardzo? - zapytała.
- Najbardziej - odpowiedział krótko. - Ale uspokój się już. 
- Dlaczego? - zapytała, kładąc dłonie na nagiej klatce piersiowej chłopaka. 
- Bo ja tak mówię - powiedział stanowczo, chwytając nadgarstki dziewczyny, rozkładając jej ręce na boki. Ta zaśmiała się delikatnie. - Nie prowokuj mnie - dodał niespokojnie, puszczając jej ręce z uścisku  
- A może ja chcę? - rzekła figlarnie Cassidy i podeszła do chłopaka z zamiarem odpięcia pozostałych guzików. Na ustach blondyna zagościł szelmowski uśmiech.

"Jest pijana" ponownie przeszło mu przez myśl.

- Słaby jesteś - rzuciła prowokacyjnie Cass, robiąc kilka kroków w tył. Ross stał w tym samym miejscu, wpatrując się w poczynania dziewczyny, a jej słowa wywołały u niego pojawienie się subtelnego uśmieszku. - Bardzo słaby - ponowiła przez śmiech. Następnie powolnym ruchem zsunęła jedno ramiączko stanika w dół, co zwiększyło uśmiech chłopaka. - Słabeusz - kontynuowała rozbawiona, łapiąc za kolejne ramiączko.
- Dobra, doigrałaś się - powiedział, nie będąc w stanie dłużej opierać się pokusie i pewnym krokiem ruszył w stronę blondynki.

Złapał dziewczynę za biodra i gwałtownie ją do siebie przyciągnął. Chwycił w dłoń jej policzki, by następnie złożyć na jej ustach namiętny, pełen pożądania pocałunek. Przeplótł swoje palce między włosami partnerki i pociągnął je, aby delikatnie odchylić głowę dziewczyny w tył. Z diabolicznym uśmiechem przygryzł wargę, patrząc wprost w błękitne oczy nastolatki. W tej chwili zdawała się być bardziej świadoma, niż jeszcze przed momentem. Może to kwestia emocji, a może po prostu pozory. Jako że Ross trzymał ją w ciasnym uścisku, nie można było zauważyć, czy wciąż ma problemy z utrzymaniem równowagi. 
Po kilku sekundach wgapiania się w oczy partnerki, chłopak szarpnął nią porywiście, trzymając za biodra, zmuszając do tego, by zrobiła kilka kroków w bok, po czym pewnym ruchem pchnął ją na łóżko. Zdumiona poddawała się poczynaniom blondyna, gdyż sama nie wiedziała, jak powinna zareagować.

- Wciąż jest ci do śmiechu? - zapytał, żywiołowo łapiąc za shorty dziewczyny z zamiarem ściągnięcia ich. Cassidy odruchowo położyła na nich dłonie, jednak chłopak ignorując je raptownie zsunął ubranie w dół. - Hmm? - mruknął, nie usłyszawszy odpowiedzi. Niebieskooka z niepewnością pokiwała głową na boki, przełykając ślinę, nie odzywając się słowem. - I dobrze - odparł, a następnie znalazł się nad dziewczyną. Delikatnie cmoknął jej usta i pośpiesznym tempem schodził w dół, poprzez szyję, zatrzymując się na dekolcie, gdzie napotkał stanik. Bez zastanowienia włożył rękę pod plecy dziewczyny, uniósł ją delikatnie, by mieć łatwiejszy dostęp do zapięcia, po czym odpiął je i zdjął biustonosz, następnie odrzucając go na bok. 
Po chwili wpatrywania się w nagie piersi nastolatki, kontynuował całowanie jej ciała, schodząc w dół brzucha. Zatrzymał się przed bielizną niebieskookiej. Nie zwlekając tej części również postanowił się pozbyć.
- Może jednak.. - zaczęła z ciężkim oddechem Cassidy, gdy tylko chłopak chwycił za ostatnią część jej ubioru.
- Teraz już nie chcę o tym słyszeć - przerwał siedemnastolatce. Ta momentalnie zamilkła, nie protestując przy kolejnej, tym razem udanej, próbie pozbawienia jej bielizny. - Nie bój się - powiedział łagodniejszym tonem, w pośpiechu ściągając z siebie koszulę, która, podobnie jak garderoba blondynki, momentalnie znalazła się na podłodze. W dalszym ciągu ukląkł przed łóżkiem, między nogami dziewczyny. - Dłonie na usta i nie jęcz - odparł. - Chyba nie chcemy, żeby cała rodzinka się tutaj zleciała - powiedział z pewnym siebie uśmieszkiem, po czym mrugnął do Cass. 
- Ale ja.. - raz jeszcze chciała się odezwać Cassidy. Zdawała się być w tym momencie zupełnie trzeźwa i nie do końca przekonana do poczynań partnera, który ponownie wtrącił jej się w zdanie.
- Zrób, co powiedziałem, albo sam cię zaraz uciszę - powiedział stanowczo, patrząc na twarz nastolatki. Ta z zawahaniem posłuchała chłopaka. Odchyliła głowę do tyłu i zamknęła oczy. 
- Poczekaj - odezwała się, podnosząc głowę i oparła się na łokciach.
- Spokojnie - odparł coraz bardziej niecierpliwy nastolatek.
- Ross, mówię poważnie - powiedziała, patrząc z całkowitą powagą na blondyna. Ten, zauważywszy wzrok dziewczyny, uniósł się i przysiadł obok niej, kładąc dłoń na jej udzie. - Czemu jesteś taki.. narwany? - zapytała, przekręcają się na bok w stronę blondyna. - Sama nie wiem, czy ty tak na serio, czy...
- No co ty - wtrącił, przerywając blondynce. - Odniosłem wrażenie, że celowo mnie tak prowokowałaś, ale jeśli chcesz, to mogę przestać.. Mogę spróbować - poprawił się. - Chyba, że jednak nie chcesz, żebym przestawał - powiedział, z szelmowskim uśmieszkiem, wpatrując się w Cassidy. Również oparł się na łokciu i ułożył na boku, by znaleźć się naprzeciw dziewczyny. Przejechał wzrokiem wzdłuż jej ciała, zagryzając na koniec dolną wargę, patrząc wprost w jej oczy. Celowo zrobił to na tyle niedyskretnie, chcąc uwieść swoją partnerkę. - Więc jak będzie? - zapytał, nie odrywając wzroku od jej patrzałek. Zbliżył twarz do nastolatki i cmoknął ją czule w policzek. - Przystaniesz na moją propozycję i zrobisz to, co powiem? - wypowiedziawszy te słowa zaczął wodzić pocałunkami po szyi Cass. 
- Ty to szalony jesteś - zaśmiała się donośnie siedemnastolatka.
- Na twoim punkcie - odparł, przerywając czynność. - Więc? - ponowił zapytanie, raz jeszcze przez uśmiech zagryzając delikatnie wargę, wiedząc, że działa to na niebieskooką. 
- Jesteś niemożliwy - skomentowała, z rozbawieniem pokręcając głową na boki, wywołując u Rossa lekki śmieszek. - Dobrze, niech ci będzie, zrobię jak chcesz.
- Nie pożałujesz - zapewnił z zadowoleniem. - To teraz już przestań się śmiać - powiedział, a jego wyraz twarzy momentalnie spoważniał. Spoważniał jedynie na moment, ponieważ widząc, jak jego dziewczyna parsknęła śmiechem, sam również nie był stanie na dłużej zachować powagi. - Uwielbiam cię - odezwał się po około minucie śmiechu. - Ale kiedyś zamorduję cię za to, że każesz mi tyle czekać. 
- Dobra, dobra, już nic nie robię - odparła, następnie zakładając dłonie na usta, by powstrzymać się od kolejnego, niekontrolowanego chichotu. Ross, nie zwlekając dłużej, pocałował kilkukrotnie brzuch dziewczyny i już po chwili ponownie znalazł się na podłodze, klęcząc przed łóżkiem.

___________________________________

Witajcie!
Za nami rozdział 3. To dopiero początki, a tutaj już takie szalone rzeczy się rozgrywają. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko. Piszcie w komentarzach, co sądzicie i do zobaczenia pod następnym rozdziałem, który pojawi się za jakiś czas. Liczę na to, że są tutaj jakieś osoby, które jeszcze to czytają :) 



~DarkAngel <3

piątek, 20 kwietnia 2018

Rozdział 2: Brand new story cz.2.

- Co tak słabo ci idzie? - zapytał Rocky, podchodząc do młodszego brata. Jego kieliszek wciąż zapełniony był w ponad połowie szampanem. Blondyn spojrzał na niego i uśmiechnął się.
- Delektuję się - odparł. Wzruszył ramionami, stuknął szklankę brata swoją, po czym na jednym tchu wypił pozostałość. - Ahhh - westchnął, przełknąwszy alkohol i potrząsnął delikatnie głową.
- A to co miało być? - zaśmiał się brunet. - Już ci weszło? - szturchnął delikatnie brata, widząc jego reakcję.
- Sześć miesięcy bez alkoholu robi swoje - odparł, odkładając kieliszek na stół. 
- Jak to miło jest mieć znów wszystkich moich chłopców w komplecie - wtrąciła się w rozmowę Rydel, która przed momentem niespodziewaniem podeszła do braci. Objęła ona chłopców i delikatnie potargała ich włosy. Ross, zauważywszy siostrę zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. 
- Uhh.. zaraz przyjdę - powiedział, pozostawiając rodzeństwo same. 

Ross chwycił kieliszek, który uprzednio odstawił na bok, wypełnił go ponownie szampanem, zrobił delikatny łyk, a następnie bez zastanowienia skierował się w stronę tarasu. Bezdźwięcznie otworzył drzwi, które niezwłocznie za sobą zamknął. Zatrzymał się na moment, spoglądając na stojącą plecami do niego dziewczynę, a na jego ustach mimowolnie pojawił się uśmiech. Zmierzył ją od stóp głów. Ubrana była w krótką, obcisłą, siwą spódniczkę oraz tego samego koloru, również przylegającą do ciała bluzkę na długi rękaw, odkrywającą niedużą część brzucha i pleców. Chłopak zawiesił wzrok na miniówce, która idealnie podkreślała kształty blondynki i delikatnie zagryzł dolną wargę. Po chwilowym zapatrzeniu powędrował oczami wyżej. "Ma zdecydowanie dłuższe włosy" pomyślał. 
Zastanawiało go również, czy nastolatka celowo nie odwraca się, by sprawdzić, kto stoi za nią, gdyż wie, kogo ujrzy, czy może wszedł na taras na tyle cicho, iż po prostu go nie usłyszała. 
Po momencie dumania, z wciąż nieschodzącym z jego ust uśmiechu zbliżył się do siedemnastolatki. Oparł łokcie o balustradę, przy której stała i bez słowa skierował wzrok na jej twarz. Dziewczyna niemalże od razu odwróciła głowę w jego stronę, na co zadowolenie towarzysza spotęgowało się. Po kilku sekundach ponownie zwróciła wzrok przed siebie, nie okazując żadnych emocji.

- Co tutaj robisz? - zapytał Ross, chcąc przerwać panującą ciszę. Nawet na moment nie odciągnął wzroku od dziewczyny. Bacznie jej się przyglądał.
- Stoję - wzruszyła obojętnie ramionami. "Znów to samo" pomyślał Ross, wychylając się lekko do przodu, by lepiej móc dostrzec twarz Cassidy, którą przysłaniały jej włosy. Ta, widząc zachowanie chłopaka pytająco spojrzała w jego stronę.
- Tak lepiej - uśmiechnął się, korzystając z okazji, by lepiej móc przypatrzeć się jej urodzie. Subtelnie oblizał wargi. - Nic nie powiesz? Każdy wypowiedział się na temat mojej nieobecności, aa.. co ty masz do powiedzenia? 

Dziewczyna dalej stała bezczynnie w miejscu, zupełnie, jakby nikogo przy niej nie było. 

- Mów śmiało, co ci siedzi w głowie. Jestem gotowy - powiedział, widząc, że blondynkę wyraźnie coś trapi. Otworzyła ona usta, jak gdyby chciała się odezwać, jednak przerwała. Wzięła oddech i odwróciła się w stronę chłopaka. Zlustrowała go od pasa w górę i po chwili wpatrywania zaczęła mówić.
- Przespałeś się ze mną, zaraz po tym wyjechałeś na pół roku, a do tego wszystkiego tuż przed wyjazdem nakryłam cię na spotkaniach ze swoją byłą - odparła z rozgoryczeniem. W jej głosie wyraźnie słychać było żal.
- Cass.. - chciał odezwać się Ross, jednak dziewczyna nie pozwoliła mu na to.
- Nie skończyłam - rzuciła. Chłopiec przytaknął jedynie głową i zamilkł. - Bardzo mi na tobie zależało. Byłeś pierwszym chłopakiem, który sprawił, że w całości mu się oddałam.. - spuściła wzrok w dół - ..wciąż zresztą jesteś - westchnęła. Osiemnastolatek z powagą wsłuchiwał się w słowa dziewczyny. - Tylko dlaczego mnie wtedy zostawiłeś? - zapytała z wyrzutem. - Akurat wtedy.. Pomyśl sobie, jak to wyglądało. 
- Wiem, Cassidy. Uwierz mi, że ten wyjazd był wtedy ostatnią rzeczą, o której myślałem. Dla mnie liczyłaś się tylko ty i to, żeby wszystko się między nami ułożyło. Poza tym, gdybym chciał się tylko z tobą "przespać", jak to ujęłaś wcześniej, nie byłoby mnie teraz na tym tarasie - mówił z przejęciem, patrząc dziewczynie głęboko w oczy. - Ale tu jestem i nigdzie się już nie ruszam. Wciąż chcę z tobą być. I nie dla seksu, Cassidy. Chcę być z tobą, bo cię kocham. 
- A co z Kaitlyn? Dlaczego z nią wtedy byłeś? - ponownie zadała pytanie. 
- Tłumaczyłem ci, że nic mnie z nią nie łączy. Byłem tam, bo.. uhh.. - zawahał się blondyn. Założył dłonie na głowę i kontynuował - nie wiem. Napisała mi tego głupiego SMSa, chciałem dać jej raz na zawsze do zrozumienia, żeby dała nam spokój.. a wtedy ty się tam zjawiłaś i.. i wyszło jak wyszło - tłumaczył. Widać było w jego oczach skruchę. Cassidy też ją widziała, jednak wciąż nie była pewna, czy może mu w pełni wierzyć. Nie była już wściekła, była zwyczajnie smutna. Ross, widząc niepewność na twarzy blondynki, ukląkł przed nią na kolanach i chwycił za dłonie. - Przysięgam, że wszystko, co mówiłem to najszczersza prawda. Musisz mi uwierzyć, błagam cię. Upadłem dla ciebie na kolana - ciągnął coraz bardziej zdeterminowany nastolatek. Brak jakiejkolwiek reakcji ze strony partnerki jeszcze bardziej go frustrował. 
- Ross - odezwała się po chwili milczenia - wstań. 
- Nie - odpowiedział, kiwając przecząca głową. - Nie dopóki nie powiesz, że mi wierzysz.
- Wierzę ci - powiedziała z lekkim uśmiechem.

Chłopak zaśmiał się do siebie, po czym mocno objął niebieskooką, wciąż pozostając na kolanach. Jego ręce spoczęły wokół dolnej części pleców Cassy, lekko powyżej jej pośladków. Po kilku minutach wstał na równe nogi i po raz kolejny zaczął wpatrywać się w twarz dziewczyny.

- Tęskniłam za tobą - odezwała się. Zbliżyła się do chłopaka, objęła jego tors rękoma, oparła głowę o klatkę piersiową i wtuliła w niego. 
- Ja za tobą też, nawet nie wiesz, jak bardzo. Obiecuję, że od teraz będę najlepszy, jak tylko mogę być - zadeklarował, odwzajemniając uścisk ukochanej. Ta po krótkim momencie uniosła głowę i spojrzała na niego.
- Spędź ze mną noc - odezwała się proszącym głosem. - Stęskniłam się za tobą, nie chcę, żebyś znów mnie zostawił - dodała, cmokając delikatnie usta partnera. Wywołało to na jego twarzy szeroki uśmiech.
- Z ogromną chęcią - odparł bez zastanowienia. - Jeśli nie przeszkadza ci, że cała rodzinka będzie w domu, to możesz zostać u mnie. Pójdziemy do gościnnego - zaproponował. 
- Brzmi świetnie - zgodziła się nastolatka.
- I obiecuję, że będę grzeczny - powiedział, kładąc dłoń na klatce piersiowej na znak obietnicy.

Cassidy nie odpowiedziała. Posłała chłopakowi jedynie subtelny uśmiech. Ten uniósł w górę kieliszek z szampanem, którego wciąż nie zaczął pić i sunął go w stronę blondynki. Dziewczyna zrobiła to samo ze swoim trunkiem. 

- Za nas? - spytał Ross. 
- Za nas - uśmiechnęła się Cass, stukając swoim kieliszkiem kieliszek partnera. - Na raz - zaproponowała. 

Chłopiec wzruszył ramionami, po czym obydwoje przyłożyli lampki do ust i jednocześnie zaczęli pić. Pierwszy skończył Ross, a chwilę po nim Cassidy. Ku jego zdziwieniu dziewczynie udało się opróżnić cały kieliszek.

- O proszę, proszę. Chyba się trochę popijało, gdy mnie nie było - zaśmiał się chłopak, wpatrując się w pustą szklankę. Siedemnastolatka nie odpowiedziała. 
- Tak w ogóle, to jak wyglądam? - zmieniła temat, oswobadzając się z objęć ukochanego. 

Zgrabnym krokiem przeszła kawałek, po czym obróciła się i zaczęła pozować, chcąc ukazać swój strój w jak najlepszej okazałości, eksponując jednocześnie swe kształty. Ross uśmiechnął się, widząc zachowanie nastolatki i z zaciekawieniem przyglądał się jej dalszym poczynaniom. Spodobała mu się zabawa w pozowanie. Wnikliwie wpatrywał się w blondynkę, chłonąc wzrokiem jej ciało. Niejednokrotnie zagryzł wargę, a wyobraźnia powoli zaczynała snuć w jego głowie różne obrazy.

- Więc? - zapytała Cassidy, wybijając chłopaka z transu.
- Hmm? 
- No jak wyglądam? - rzuciła, podchodząc bliżej blondyna. Ten raz jeszcze zlustrował dziewczynę od dołu do góry. Ułożył dłonie na jej pasie i złożył na jej ustach pocałunek. 
- Bajecznie - odpowiedział przez uśmiech. Po chwili jednak jego mina przeobraziła się w delikatny grymas. - Cass, czuję od ciebie papierosy.
- Słucham? - zdziwiła się blondynka, oswobadzając z objęcia chłopaka. Chwyciła delikatnie swoją bluzkę i przyciągnęła ją do twarzy, by zidentyfikować zapach. - Wiesz.. mój - westchnęła, przewracając oczami - "brat przyrodni" pali. Może przeszło na moją koszulkę - wytłumaczyła z lekkim uśmiechem.
- W porządku - odparł z ulgą osiemnastolatek. Przez moment przeszło mu przez myśl, że to jego partnerka popala, jednakże jej wyjaśnienie natychmiastowo rozwiało wszelkie podejrzenia. - Ogólnie jak w domu? - spytał, zmieniając temat. 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


*Tymczasem w salonie*
Pomimo nieobecności Rossa, dla którego to właśnie impreza została wyprawiona, wszyscy dobrze się bawili i nikt nawet nie zwrócił uwagi na absencję blondyna. Ellington siedział na kanapie wraz z Rockym, rozmawiając jak zwykle o sprawach, które tylko oni byli w stanie zrozumieć. Natomiast pozostała trójka urzędowała w kuchni, doglądając piekącego się kurczaka. Niespodziewanie rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi, do których natychmiastowo pobiegła Rydel. Poprawiła fryzurę, zerkając w lustro, wiszące na przedpokoju, po czym chwyciła za klamkę. Jej oczom ukazał się doskonale jej znany brunet - Luca. Przez moment wpatrywała się w niego jak wryta z szeroko otwartymi oczami.

- Rydel, che piacere vederti (miło cię widzieć) - uśmiechną się Włoch, rozkładając szeroko ręce, oczekując uścisku. Kobieta bez zastanowienia objęła go.
- Zaniemówiłam - odparła po chwili, wciąż przyglądając się chłopakowi. - Obciąłeś włosy. 
- Si - uśmiechnął się szeroko. - Co sądzisz? - zapytał, przerzedzając czuprynę dłonią. 
- Meravigloso - odezwała się niepewnie Rydel.
- MeravigLIOSO (cudownie) - poprawił dwudziestolatek z delikatnym uśmiechem.
- Kto przysze.. - urwała zauważywszy Włocha Kelly, która właśnie podeszła do przyjaciółki, chcąc sprawdzić powód jej długiej nieobecności. - Wooow, no no - wydała z siebie dźwięk zachwytu, widząc zmianę w wyglądzie kolegi. 
- Grazie - uśmiechnął się dumnie Luca, gładząc się po karku. Schlebiało mu zachowanie przyjaciółek, nawet bardzo.

Po chwili trójka weszła do salonu. Każdy z chłopców rzucił przybyłemu przed momentem brunetowi spojrzenie. 

- Ciao - przywitał się Włoch, machając kumplom. - Wybaczcie mi to spóźnienie, ale jak widać byłem u fryzjera - wyjaśnił, siadając na jednym z krzesełek barowych, stojących przy wyspie w kuchni. 
- Widzę, że niezła zmiana - powiedział zdziwiony Riker. Wiedział, jak wielką wagę Luca zawsze przywiązywał do swoich włosów i jak bardzo o nie dbał. Stąd też pojawiło się zarówno u niego, jak i u pozostałych zgromadzonych zdziwienie. 
- Stwierdziłem, że najwyższa pora coś zmienić. Padło na włosy - uśmiechnął się brunet. - Może być? - zapytał niepewnie w stronę kumpli.
- No pewnie, że tak! - opowiedziała Rydel, dosiadając się do chłopaka. 
- Jest świetnie - dodała Kelly, która usiadła po drugiej stronie Włocha. - Zupełnie inny facet - uśmiechnęła się, wciąż wpatrując się w nową fryzurę dwudziestolatka.
- Oh grazie, Kelly. Cieszę się, słysząc taki komplement - odparł, zwracając się w stronę brunetki, chwytając ją za dłonie.
- Dokładnie, facet, już nie chłopiec - zaśmiała się Rydel, kładąc dłoń na ramieniu siedzącego obok. - A ten zarost doskonale ci pasuje. 
- Zaraz się zarumienię - odparł, wywołując mały chichot wśród koleżanek. - To przyjemność usłyszeć takie rzeczy od tak pięknych dziewczyn - dodał, ponownie wprawiając przyjaciółki w stan zadowolenia. 

Pozostała trójka wgapiała się w roześmiane trio, rzucając sobie od czasu do czasu pytające spojrzenia. 
Wówczas do salonu wrócili Ross z Cassidy, jednakże nikt ich nie spostrzegł.

- O co chodzi? - zapytał Ross, spoglądając na blondynkę. 
- Nie mam pojęcia - odparła, wzruszając ramionami, a następnie wraz z chłopakiem podeszli do siedzących na kanapie chłopaków. - Kto to? - zapytała Cassidy, wskazując na siedzącego plecami do niej bruneta, dyskutującego w najlepsze z dziewczynami. Ten, spostrzegłszy kątem oka blondynkę, natychmiastowo ruszył w jej stronę, wyprzedzając odpowiedź chłopaków. - Luca?! - krzyknęła zdziwiona nastolatka. - Wooow, co za przystojniak - rzuciła, mierząc Włocha od stóp do głów, składając następnie uścisk w jego ramionach. 

Cassidy nie widziała go od kilku dni, a ten tymczasem zdążył obciąć włosy oraz zapuścić przyzwoitej długości zarost. Nie można było zaprzeczyć, że przysłużyło się to do poprawienia wyglądu chłopaka. Zachwyciło to nie tylko Cass, lecz również pozostałe przedstawicielki płci pięknej, znajdujące się wówczas w pomieszczeniu.

- Podoba ci się? - zapytał, choć znał odpowiedź. Wyraz twarzy blondynki mówił sam za siebie. Włoch prawdopodobnie chciał jedynie dokarmić swoje ego kolejnymi komplementami, których od czasu przyjścia do mieszkania Lynchów usłyszał bardzo wiele. 
- Cóż za pytanie! Jeszcze jak! - odparła z entuzjazmem bez głębszego zastanowienia. Za chwilę obydwoje dosiedli się z powrotem do Kelly i Rydel.
- Uh, co to ma być? - zapytał z niezadowoleniem Ross, rzucając spojrzenie wciąż będącym w szoku chłopakom. 
- Pan idealny kradnie nam dziewczyny - burknął oburzony Ellington, wskazując rękoma w stronę kuchni, gdzie Włoch wraz z dziewczynami toczyli zaciętą dyskusję, śmiejąc się w niebo głosy.
- Oj to macie problem, chłopcy - zaśmiał się najstarszy.
- Ja w sumie chyba nie muszę się przejmować, Cass jest jego kuzynką więc.. - uśmiechnął się niepewnie Ross. 
- Tak się składa, że to ona robi najbardziej maślane oczka do niego - dokuczył Rocky, szturchając młodszego. Ellington, słysząc słowa kolegi zaśmiał się. Ross natomiast gwałtownie uniósł się z kanapy i zmierzył do kuchni. 
- A ty się tak nie ciesz, Kelly też wpatrzona jest w niego jak w obrazek - Riker skierował do Ratliffa, który momentalnie spoważniał i poszedł w ślady osiemnastolatka.
- Cassy, kochanie - odezwał się Ross, obejmując partnerkę od tyłu. Ta jednak zignorowała chłopaka i kontynuowała rozmowę. Widząc, że blondyn nie zamierza zaprzestać czynu, przeprosiła towarzystwo i odeszła z blondynem na bok.
- Co jest? - zapytała wyraźnie niezadowolonego.
- Dopiero co przyjechałem, a ty wolisz jego ode mnie. Spędź ze mną trochę czasu - westchnął z wyczuwalnym w jego głosie smutkiem. Cassidy uśmiechnęła się delikatnie.
- Idziemy się napić? - zaproponowała, kiwając głową w stronę stojących na szafce nieopodal piw. 
- Znów? - zdziwił się Ross. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się widzieć nastolatki, ciągnącej do alkoholu, zazwyczaj przystawała przy niewielkich ilościach. - Trochę mnie głowa boli po tym locie, jet lag to kiepska sprawa - powiedział, chwytając się za głowę. Cassidy mimo to sięgnęła po dwie butelki trunku, z czego jedną wręczyła chłopakowi.
- Może ci pomoże - rzuciła zachęcająco. Otworzyła swoją butelkę, a następnie podała Rossi otwieracz. Po chwili zastanowienia zrobił to, co  przedtem jego partnerka. 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



*Ellington*
Chłopak, zauważywszy, że jego przyjacielowi tak łatwo udało się odciągnąć partnerkę na bok, postanowił pójść w jego kroki. Zbliżył się do siedzących i po chwili zastanowienia odezwał.

- Hej wszystkim - powiedział. Nie usłyszawszy odpowiedzi kontynuowała. - Halo! - krzyknął doniośle, na co pozostali momentalnie zwrócili się w jego kierunku. Ten uśmiechnął się niezręcznie.
- Ellington, dlaczego krzyczysz? - zapytał zdziwiony Luca. 
- Żeby zwrócić waszą uwagę - mruknął niezadowolony chłopak.
- Wiesz, że wystarczyło po prostu się odezwać? - powiedział Włoch.
- Toć ja.. ughh nieważne - machnął ręką podenerwowany i zwrócił się w stronę Kelly. - Miałabyś może ochotę się przejść przewietrzyć? Trochę tutaj duszno - zaproponował z nadzieją. 
- Hmm - zastanowiła się brunetka. - Jasne - odparła z uśmiechem. Wstała z krzesełka, chwyciła komórkę, która leżała na blacie i schował ją do kieszeni. - Ell zaproponował spacer, chcecie dołączyć? - skierowała do przyjaciół, siedzących obok. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo, wzruszyli delikatnie ramionami i również podnieśli się z siedzeń.
- Pewnie - odpowiedzieli zgodnie Rydel z Lucą. Na twarzy Ratliffa pojawił się grymas, jednakże powstrzymał się on od komentarzy.
- To świetnie - uśmiechnęła się szeroko Voosen.
- Chłopcy, my niedługo wrócimy, wyłączcie za jakieś - przerwała, spoglądając w ekran telefonu - dwadzieścia minut kurczaka - kontynuowała, podchodząc do dwójki braci, którzy wciąż siedzieli na kanapie.
- Dobrze, mamo - zażartował Rocky.
- Ha, ha, zabawne - warknęła z przymrużonymi oczami. Bracia posłali jej całusy, na co ta przewróciła jedynie oczami. Następnie skierowała się do wyjścia, gdzie czekali już na nią przyjaciele.

________________________________

I mamy rozdział 2 :) 
Ilość komentarzy pod poprzednim rozdziałem jest frustrująca, aczkolwiek liczę na to, że stopniowo liczba będzie się zwiększała. 
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał. Póki co wszystko rozgrywa się na spokojnie, ale to dopiero początki ;) 
Zapraszam na kolejny post w przyszłym tygodniu! (piątek/sobota)


~DarkAngel 

piątek, 13 kwietnia 2018

Rozdział 1: Brand new story.

W razie, gdyby ktoś zapomniał kilku wątków z opowiadania dodam kilka wyjaśnień pod rozdziałem. :)

______________________________

Minęło pół roku. Zdawać by się mogło, że sześć miesięcy, to wcale nie tak długi okres, jednakże wiele wydarzyło się w tym czasie u naszych bohaterów. Zacznijmy od początku.

Emily, po rozstaniu z Ellingtonem, postanowiła skorzystać z wielkiej okazji, którą otrzymała(1) i wyjechała do wymarzonej szkoły. Było to jej wieloletnim marzeniem, a po zerwaniu, które przysporzyło jej wielu smutków, uznała, że w ten sposób łatwiej zapomni o swoim byłym. Poza tym, nic jej w mieście nie trzymało. Może oprócz Cassidy, która początkowo była stanowczo przeciwna decyzji przyjaciółki. Wyobrażenie, że po tylu latach spędzonych z brunetką nagle ma ją stracić było nie do przyjęcia. Z tego powodu doszło nawet między nimi do małej sprzeczki, aczkolwiek w drodze drobnych negocjacji dziewczynom udało się dojść do kompromisu. Ustaliły, że będą się widywały przy każdej możliwej okazji takiej jak święta, czy wakacje, a ponadto będą się kontaktowały za pomocą skype'a.

Będąc przy temacie Cass, ostatnimi czasy jej życie nieco się obróciło. Kilka miesięcy temu ostatecznie przełamała granice między sobą, a partnerem swojej matki(2). Był to dla niej najlepszy wybór, jako że wkrótce mieli razem zamieszkać. Niespełna cztery miesiące temu przeprowadzili się wspólnie wraz z synem George'a do nowo zakupionego domu. Z początku nie była do tego pomysłu przekonana, jednakże z czasem zrozumiała, że skoro Katie jest szczęśliwa, to ona też powinna. Co więcej, dorosłych i tak nie ma w domu przez większość czasu. Przyjeżdżają średnio co dwa tygodnie, mężczyzna niekiedy nawet i rzadziej, na raptem kilka dni. Harry natomiast większość czasu spędza ze znajomymi, a do mieszkania wraca późnymi godzinami, bądź nawet wcale.
Zmiana miejsca zamieszkania i wyjazd Emily nie były jedynymi zmianami. Tym, co również ją dotknęło, był zupełnie niespodziewany wyjazd Rossa(3). Od czasu jego odjazdu rozmawiała z nim zaledwie kilka razy, tylko i wyłącznie za namową przyjaciół. Każde połączenie kończyło się po co najwyżej dwóch minutach. Gdy tylko blondyn powiadomił ją o wyjeździe pierwszym, co przeszło jej przez myśl były słowa, które nieustannie powtarzała jej matka ‘’prześpi się z tobą i zostawi”. Lynch oczywiście starał się wytłumaczyć, że to wcale nie prawda i może nawet udałoby mu się przekonać nastolatkę do swojej racji, gdyby nie zdarzenie, które było niczym ostatni gwóźdź do trumny osiemnastolatka. Na widok Rossa, siedzącego i dyskutującego w najlepsze ze swoją byłą dziewczyną w parku(4), sprawa wydała się być dla Cassidy ewidentnie jasna. 

Był to dla niej ciężki okres, zwłaszcza, gdy reszta przyjaciół – R5 – również wyjechała do Australii na mini trasę po kontynencie. W trakcie tego miesiąca blondynka bardzo zbliżyła się do Kelly. Mimo wcześniejszych sporów pomiędzy dwudziestojednolatką a Emily(5), Cass uznała, że nie warto wywlekać brudów z cudzych spraw i postanowiła dać dziewczynie szansę. Dla nich obu wyszło to na dobre, gdyż okazało się, że mają wiele wspólnego. Dość szybko się zatem zaprzyjaźniły. Można by powiedzieć, że Voosen po części zapełniła pustkę po wyjeździe Em, a jako że brunetka samotnie wynajmowała mieszkanie, była częstym gościem w mieszkaniu blondynki. We dwójkę zawsze raźniej, niżeli samemu. 

Co do Kelly, jej praktyki w Miami(6) szły w coraz lepszym kierunku i wszystko wskazywało na to, iż może dostać nawet stałą umowę. To oznaczałoby, że nie będzie musiała ponownie rozstawać się z przyjaciółmi. Wiadomość o takiej możliwości bardzo ucieszyła całą piątkę, jak i również Cassidy. Jednak tym, którego wprowadziło to w stan największego zadowolenia był Ellington. Jego relacje z rówieśniczką jeszcze bardziej zacieśniły się po rozstaniu z Emily. I choć zerwanie nie było dla niego niczym przyjemnym, postanowił iść dalej przed siebie i nie zamartwiać się tym, co złe. Niejednokrotni usiłował pogodzić się z siedemnastolatką, by wciąż mogli być przyjaciółmi, jednak dziewczyna za każdym razem wywlekała wszystkie zło oraz ból, który mężczyzna jej sprawił, zatem o ugodzie nie było mowy. Postanowił w związku z tym całą uwagę skupić na Kelly, która wciąż była dla niego kimś bardzo ważnym i szczerze powiedziawszy liczył on, że może wkrótce uda im się powrócić do dawnych czasów.

Jednak nie tylko Ratliff przeżył rozstanie. Również jego bratnia dusza musiała się z tym zmierzyć. A mianowicie Rocky, który niestety nie zaznał szczęścia w swoim związku z Lexie. Jak się okazało, miał on niemalże takiego pecha jak i jego dwaj kumple(7), którzy również poszukiwali miłości poprzez portale randkowe. Od dłuższego czasu dziewiętnastolatkowi towarzyszyło dziwne uczucie, jakoby jego partnerka bardziej przejmowała się spotkaniami z Rydel, niżeli z nim. Miał rację. Po kilku miesiącach związku, ujawniła się nietypowość kobiety. Mianowicie, była ona bardziej zainteresowana płcią tą samą, a Rocky był jedynie pośrednikiem, mającym na celu zbliżenie jej do siostry bruneta. Nie trzeba chyba dopowiadać, że po odkryciu prawdy zarówno Riker jak i Luca nie dawali dziewiętnastolatkowi spokoju i nieustannie mu dokuczali.

Nawiązując do Luci, chłopak wciąż nie zdecydował się, jak rozstrzygnąć sprawę z Rydel. Odnosił wrażenie, że coś do dziewczyny czuje, ale nie chciał póki co wchodzić w poważny związek. Uznał, że jeszcze nie pora. Lubił spotykać się z dwudziestojednolatką, ale jedynie w stosunkach przyjacielskich, co zdawało się jej nie odpowiadać. Z każdym kolejnym widzeniem z Włochem, była święcie przekonana, że jest to coś więcej niż przyjaźń i nie potrafiła pojąć, dlaczego chłopak nie robi kolejnego kroku. Wprawiało ją to w lekkie zakłopotanie, gdyż nie wiedziała do końca, jak się przy brunecie zachowywać. Była w nim zakochana. Tak, zdecydowanie była w nim zakochana i nie było to zwyczajne zauroczenie. Jeszcze bardziej przekonała się w tym wszystkim po incydencie z Lexie, która wprost wyznała Delly swoje upodobania. 

A co się działo przez ten czas u Rossa? Krótko mówiąc wciąż przeżywał swoją kłótnię z Cassidy z przedednia wyjazdu. Był wściekły na siebie, że dowiedziała się ona o wyjeździe w takim niefortunnym momencie. Może, gdyby zrobił to już dawno wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Tymczasem nie wiedział nawet, na czym stoi, nie wiedział, czego się spodziewać po powrocie. Dziewczyna z nim nie zerwała, ale wyraźnie dawała odczuć, jakby wcale nie zamierzała kontynuować tej relacji, która w dodatku trwała raptem dwa dni. Zdawał sobie sprawę, że tym, co przelało czarę goryczy było jego spotkanie z byłą - Kaitlyn. Sam nie wiedział, co go podkusiło. Po otrzymaniu od niej SMS-a, zaintrygowało go, co może chcieć po tak długim czasie. Mógł się spodziewać, że ta ciekawość jedynie sprowadzi na niego niepotrzebne nieprzyjemności, jak zawsze, gdy pojawiała się w pobliżu. I dlaczego Cassidy musiała akurat tamtędy przechodzić?  Ross na to pytanie odpowiedzi nie zna i zapewne nie pozna już nigdy. Była to sprawka Kaitlyn, która zadbała o to, aby znienawidzona przez nią nastolatka znalazła się tam dokładnie w momencie spotkania. Jak coś się zaczyna pieprzyć, to już po całości - nieustannie chodziło chłopakowi po głowie.
Będąc w Australii wielokrotnie próbował porozumieć się z dziewczyną, jednak bezskutecznie. Ich rozmowy trwały krótkie chwile, a po nich czuł się tylko gorzej. A co najbardziej nie dawało mu spokoju? Riker. Tak, ufał mu i już długi czas temu pozbył się swej podejrzliwości do niego, jednak tym razem one powróciły. Po tak długim czasie zdążył się nauczyć, że gdy on oddala się od Cass, Riker się do niej zbliża. I zapewne nie doszukiwałby się między nimi żadnej bliskości, gdyby nie to, że niejednokrotnie podczas rozmowy z dorosłym, słyszał w tle głos siedemnastolatki. 


A propos Rikera, u niego jako jedynego niewiele się zmieniło. Tylko jego relacje z Cassidy uległy drobnej zmianie. W dalszym ciągu byli sobie bardzo bliscy i spędzali razem wiele czasu, gdyż uwielbiali swoje towarzystwo. Niemniej jednak, można zauważyć, że znajomość ta ostatecznie ukierunkowała się na przyjaźń. Czystą przyjaźń bez jakichkolwiek akcentów romansu, co wcześniej było nieodłącznym elementem ich relacji. Rzecz jasna, miewali swoje momenty. Zwłaszcza, gdy Cassidy przeżywała rozstanie z dwiema bliskimi jej osobami, aczkolwiek nie wydarzyło się nic, co mogłoby wykraczać poza granice przyjaźni, co mogłoby zostać potraktowana jako zdrada wobec Rossa.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


12 grudnia, piątek
Nadszedł ten dzień. Dzień powrotu Rossa po jego sześciomiesięcznej nieobecności. Z tej okazji przyjaciele postanowili urządzić mu drobne przyjęcie powitalne, jedynie w gronie najbliższych mu osób. Zaangażowali się w nie dosłownie wszyscy, a nazajutrz mieli się pojawić również Stormie z Markiem i Rylandem, którzy postanowili złożyć wizytę swym dzieciom.

Od południa każdy zajmował się szykowaniem dekoracji, a mniej więcej około czternastej dołączyła do nich również Cassidy, która prosto ze szkoły zmierzyła do ich domu. Osiemnastolatek, natomiast, miał pojawić się po piętnastej, zatem czasu pozostało niewiele. Szczęśliwie wszystko było już gotowe, więc nie pozostało nic innego, jak odpocząć i wyczekiwać przyjazdu zupełnie niespodziewającego się niczego blondaska. 

Tak jak zostało zaplanowane, parę minut po godzinie szesnastej odezwał się dzwonek od drzwi, po czym, nie oczekując aż ktoś postanowi je otworzyć, pojawił się w nich wysoki, dobrze zbudowany blondyn z charakterystycznie potarganymi włosami. Na jego widok wszyscy podnieśli się ze swoich miejsc i jednocześnie wykrzyczeli ‘’NIESPODZIANKA!”, wywołując na twarzy Rossa wyraźny uśmiech zadowolenia.

- Wow, to dla mnie? Aż tak się stęskniliście? – zapytał uradowany, rozglądając się dookoła. Postawił walizki w przejściu i powoli ruszył do przodu.
- Nie, no coś ty. Po prostu zostało trochę balonów z moich i Rocky’ego urodzin, więc spożytkowaliśmy je, aby się nie przeterminowały – odparł głupkowato Riker, uśmiechając się zadziornie do brata.
- Nie przeterminowały? – uniósł brew Ross z wciąż nieschodzącym z jego twarzy uśmiechem.
- Oh no chodź tutaj, mój mały klonie – powiedział starszy, rozkładając szeroko ramiona, a następnie mocno przytulił młodszego, targając przy tym jego włosy. 

Ten bez zastanowienia odwzajemnił uścisk. W mgnieniu oka dołączyła do nich cała reszta, tworząc jeden duży, grupowy uścisk. Podszedł każdy z wyjątkiem Cassidy, która lekko zmieszana stała z boku i przypatrywała się całemu zajściu. Osiemnastolatek po wywinięciu się z objęć niezwłocznie zbliżył się do niej z delikatnym, niewinnym uśmieszkiem i rozłożył przed nią ręce, czekając na przywitanie. 

– Nie przywitasz się ze mną? – zapytał, tracąc powoli nadzieje.
- Cześć, Ross. Fajnie, że.. wróciłeś – powiedziała bez emocji. Delikatnie pogładziła chłopaka po ramieniu, a następnie odeszła do reszty towarzystwa. Ross, nie chcąc dać rodzeństwu poznać, że coś jest nie tak, wymusił ponowny uśmiech i ruszył za nastolatką. 
- I co, jak wam się beze mnie żyło? – spytał, stając między przyjaciółmi.
- To ciebie tu nie było? Nawet nie zauważyłem – złośliwie machnął ręką Ratliff.
- Ha, ha, Ellington. Bardzo zabawne – przewrócił oczami rozbawiony dogryzkami Ross. Brakowało mu tego braterskiego dokuczania.
- No wiesz, własny pokój – uniósł dwukrotnie brwi Riker. – Nawet nie wiesz, ile się tam wydarzyło przez ten czas. A teraz znów będę musiał dzielić go z tobą – westchnął zgryźliwie. 

"..ile się tam wydarzyło" utknęło w głowie osiemnastolatka. Momentalnie spojrzał w stronę Cassidy, by sprawdzić jej reakcję na wypowiedziane przez Rikera zdanie. Brak jakiejkolwiek reakcji z jej strony rozwiał wszelkie obawy, skupiające się w jego myślach. Bynajmniej na razie. 

- Było więcej jedzenia dla mnie – odezwał się Rocky. – No i internet szybciej chodził.
- Hm.. Dzięki, chłopcy.. Widzę, że bardzo ciężko musiało wam być beze mnie – odparł Ross, mrużąc przy tym oczy. 
- A ja zrobię wyjątek i powiem, że straaaaasznie za tobą tęskniłam! – odparła jak zwykle urocza Rydel, mocno obejmując brata. – A ich nie słuchaj, bo to właśnie ta trójka najbardziej nie mogła się ciebie doczekać. Już od wczoraj krążyli po domu i nie wiedzieli, co ze sobą zrobić – zachichotała, spoglądając na braci. 
- A dziś co pięć minut spoglądali z utęsknieniem na zegarek – dodała, rozbawiona Kelly.
- Pf, a gdzie! – zaprzeczył Rocky.
- One kłamią, żebyś się cieszył – zaśmiał się najstarszy z towarzystwa.
- Tak, po waszym zachowaniu też tak sądzę – westchnął rozbawiony osiemnastolatek.
- A tak serio, to wiesz, że strasznie tęskniłem? Nie miał kto mi zawracać głowy – powiedział ze smutkiem Riker. 
- Ojeej, to słooodkie – uśmiechnął się uroczo Ross. – Riker.. – zaczął, kładąc dłoń na ramieniu starszego - ..obiecuję, że przez najbliższy tydzień będę zawracał ci głowę tak bardzo, jak jeszcze nigdy – powiedział stanowczo. Obydwoje się zaśmiali.
- Zaczynam żałować tego, co powiedziałem - kontynuował humorystyczną konwersację, a następnie ruszył w stronę wejścia, gdzie Ross zostawił walizki. 

Chwycił w dłonie dwie z nich i zaczął kierować się na górne piętro. Zaraz po tym dołączyli do niego pozostali bracia. Jako że osiemnastolatek wyjechał na sześć miesięcy, walizek było tyle, że każdy z nich przydał się do przenoszenia. Po zakończonej czynności młodzieńcy wspólnie udali się do salonu, gdzie miejsce miała ich kameralna impreza.

- Napijemy się szampana? - rzucił Rocky, otwierając lodówkę. Chwycił w rękę chłodzącą się od kilku godzin butelkę, po czym wrócił do towarzystwa.
- Ja ledwo co wróciłem, a wy mi już alkohol proponujecie? Demoralizacja - zaśmiał się Ross, zdejmując buty, o czym wcześniej najwyraźniej zapomniał pod wpływem emocji. Jednocześnie zerkał nieustannie w stronę Cass, która wciąż trzymała się na uboczu. W danej chwili siedziała na oparciu kanapy, biernie przyglądając się towarzyszom.
- Nie musisz pić z nami - uśmiechnął się Riker, sięgając po osiem kieliszków. Ilość nie przeszła uwadze Rossa.
- Nie jestem asem z matematyki, ale wydaje mi się, że nas jest - przerwał, rozglądając się po towarzyszach. "raz, dwa, trzy, cztery...'' odliczał w myślach - siedmioro - zakończył wypowiedź.
- Lada moment może przyjść Luca - sprostował starszy.
- Tak właściwie, to gdzie on jest? - zapytała Rydel, pomagając bratu rozłożyć kieliszki na stole.
- Miał sprawę do załatwienia - odezwała się Cassidy, co od razu przykuło uwagę osiemnastolatka. Ta spostrzegłszy na sobie wzrok chłopaka, odwróciła głowę i ponownie cofnęła się w tył.

Z wpatrywania w ukochaną wybił go głos Rikera, wołającego wszystkich po trunek. Przed momentem Rocky otworzył butelkę, a starszy zajął się rozdawaniem zapełnionych kieliszków.

- Pierwszy dla ciebie, dzieciaku - powiedział zgryźliwie, wręczając szampana najmłodszej towarzyszce. 

Po raz kolejny Ross bacznie przyglądał się zdarzeniu. Rzucił okiem na brata, zaraz po tym na Cassidy. Zahaczył o ich dłonie, podczas podawania nastolatce kieliszka i ponownie wrócił do ich twarzy. "Nie dotknęli się, żadnych podejrzanych uśmiechów" pomyślał, wzdychając z ulgą. Samodzielnie sięgnął alkohol i stuknąwszy się ze stojącym obok niego Ellingtonem, wziął niewielki łyk, nie spuszczając wzroku z dziewczyny. W tym momencie stała z Kelly i Rydel, tocząc dyskusję. Po nieletniej można było zauważyć, że krępował ją wzrok Rossa, gdyż podczas rozmowy bardzo często rzucała chwilowe spojrzenia w jego stronę. Chciała się upewnić, czy wciąż to robi. I robił. Od dobrych pięciu minut stał z poważną miną, sącząc szampana, wbijając swe ślepia w Cassidy.



1) Chodzi o propozycję nauki w jednej z najlepszych szkół. Emily wysłała tam podanie i została zaakceptowana. (rozdział 96; rozmowa Emily z Lucą)
2) Cassidy była bardzo przeciwna relacji swojej matki z jej nowym partnerem. (rozdział 96)
3) Mowa o wyjeździe Rossa do Australii w celu kręcenia filmu. (rozdział 96)

4) Nawiązanie do SMSa, którego Kaitlyn (była dziewczyna Rossa) wysłała do Rossa. (rozdział 96)
5) Emily (wtedy dziewczyna Ellingtona) nieustannie wykłócała się z Kelly. (np. rozdział 92, sytuacja w łazience)
6) Chodzi o praktyki, które Kelly musi odbyć ze studiów. (rozdział 72 - spotkanie w galerii)
7) Mowa o nieudanych internetowych randkach, w których brali udział Rocky, Riker i Luca.


__________________________________



Uff, mam nadzieję, że nie wypadłam z wprawy.

Wstawiam pierwszy rozdział drugiej części mojego opowiadania. Jest on dość długi, gdyż chciałam w nim wyjaśnić wszystko, co działo się podczas przeskoku akcji. 

Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał oraz że z czasem ponownie uda mi się zgromadzić grono czytelników takie (a może nawet i większe), jak za dawnych czasów na moim blogu. 

Bardzo proszę o pozostawienie komentarza z Waszą opinią na temat rozdziału. :) 


~DarkAngel 

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

POWRÓT?

Nie było mnie tutaj od tak długiego czasu, że sama nie wiem, jak powinnam zacząć ten post... 


Witajcie, 

Tak chyba będzie najprościej 

Do napisania tej notki zbierałam się już od pewnego czasu. Jednakże przed jej publikacją chciałam pierw dokonać pewnych zmian na blogu. Chciałam uporządkować cały bałagan, jaki tutaj panował, a mianowicie kilka rozdziałów od historii, którą zaczęłam pisać i nigdy nie skończyłam.. Zapewne nigdy nie skończę, a śladów po niej już nawet tutaj nie znajdziecie, bo wszystko wykasowałam. Zostawiłam jedynie historię, którą pisałam jako pierwszą i którą na całe szczęście dokończyłam. Aczkolwiek i jej nie pozostawiłam nienaruszonej. 

Przez ostatnie dwa, może trzy tygodnie każdego dnia, gdy tylko miałam chwilę czasu, poprawiałam dawne rozdziały. Po przeczytaniu każdego z nich (zajęło mi to dwa dni!) poczułam pewną radość, lekki smutek, a nawet i zażenowanie. 
Radość, ponieważ przypomniały mi się czasy, w których pisałam i tworzyłam, w których robiłam to, co lubię, co sprawia mi przyjemność.
Smutek, ponieważ zrozumiałam, że tak nagle zaprzepaściłam coś, w co włożyłam tak wiele pracy i czasu, a także ponieważ przestałam robić to, co lubiłam robić. Od czasu mojego zniknięcia z bloga nie napisałam nic. Dlaczego? Prawdopodobnie z lenistwa.
Zażenowanie... Ze względu na niektóre rzeczy, które rozgrywały się w rozdziałach. Z perspektywy czasu zauważyłam rzeczy, których kiedyś nie rozumiałam. Nie będę wspominała tutaj o błędach ortograficznych, który było dość sporo. Mam na myśli konkretne wydarzenia z opowiadania, który, które w tym momencie opisałabym w zupełnie inny sposób, bądź całkowicie bym z nich zrezygnowała. Niemniej jednak, było to wiele lat temu i wiadomo, ludzie się zmieniają, dorastają. Gdy pisałam dawne rozdziały byłam.. dzieckiem. Większość rozdziałów poprawiłam, by lepiej czytało się je nowym czytelnikom, których mam nadzieję, że zdobędę. Zmieniałam je w taki sposób, by fabuła pozostała nienaruszona. 



Przechodząc do sedna sprawy.. Nie było mnie tutaj od trzech lat. To bardzo długi okres. Zrozumiem, jeśli nie będzie tutaj żadnych czytelników, ale mam nadzieję, że uda mi się to naprawić. 

Postanowiłam kontynuować moją historię z blogspotem. Postanowiłam kontynuować moją historię, którą wcześniej tworzyłam tutaj na tym blogu. Tak, jak zapowiedziałam trzy lata temu - powstanie "sequel". Rozdziały zacznę dodawać wkrótce. Pierwszy jeszcze w ten weekend. 

Aby nikogo nie zawieść, w ciągu ostatnich kilku tygodni napisałam kilka rozdziałów naprzód, by mieć pewność, że będą one dodawane regularnie. 



Jeśli ktoś jeszcze tutaj jest, bardzo proszę o zostawienie po sobie śladu. Z góry dziękuję.


~ DarkAngel 

wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział 96: This is not the end, it's the beginning.

*Apartament dziewczyn*

Cassidy wciąż siedziała przy stole wraz z ze swoją matkę, jej partnerem oraz jego synem. Generalnie atmosfera była dość przyjemna, a szesnastolatka starała się jak mogła, by stwarzać pozory zadowolonej. Stwierdziła, że chyba rzeczywiście jej niechęć do George’a była nieco przesadna, a przecież każdemu należy dać szansę. Poza tym Katie zdawała się być szczęśliwa, więc nie ma co stać im na przeszkodzie.

- Cassidy, może oprowadzisz Harry’ego po hotelu? – zaproponowała dorosła, spoglądając na dwójkę młodzieży, która prawie że w ogóle nie udzielała się w rozmowie.
- Muszę? – zapytała smętnie Cass. Chłopak spojrzał na nią z delikatnym uśmieszkiem i zaśmiał się pod nosem.
- Owszem. Może lepiej będzie wam się rozmawiało na osobności. Niedługo będziecie mieli się na co dzień, więc najwyższa pora, żeby zacząć się dogadywać – odparła kobieta.
- Jak to na co dzień? – zapytała ze zdziwieniem szesnastolatka.
- Niedługo z twoją mamą zamierzamy zamieszkać razem – odpowiedział z uśmiechem George, wywołując u Cass okrzyk zdziwienia.
- CO?! – rzuciła, wstając gwałtownie z krzesła. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Przecież dopiero co nie tak dawno dowiedziała się o tym, że jej matka z kimś się spotyka, a teraz nagle postanawiają razem zamieszkać. – I że niby tu? – zapytała z oburzeniem, wskazując palcem na podłogę. – Nie ma takiej opcji.
- Nie bądź głupia, upatrzyliśmy już dla nas dom. Jutro idziemy go obejrzeć – odparła Katie, starając się zachować spokój.
- W takim razie idźcie sobie obejrzeć ten WASZ dom. Mój dom jest tutaj i w nim zostanę – powiedziała stanowczo.
- Masz dopiero szesnaście lat, więc póki co, to ja decyduję o tym, gdzie mieszkasz. Przeprowadzamy się i to już jest postanowione, Cassidy.
- Ugh, nie będę mieszkała z jakimś obcym facetem! Dlaczego ty podejmujesz takie decyzje, nie pytając co JA o tym sądzę?! – krzyczała zdenerwowana blondynka, zakładając bluzę.
- Przecież zostaniemy w Miami. Będziesz miała nawet jeszcze bliżej do tego swojego kochasia – przekonywała Katie, chcąc uspokoić córkę. Na nic się to jednak nie zdawało.
- Nie interesuje mnie to! Powiedziałam już, nie będę mieszkała z obcymi facetami! Śpię dziś u Rydel, bo nie mam nawet ochoty na nikogo z was patrzeć – odparła, następnie w pośpiechu opuszczając apartament.
- Cass.. – zaczęła dorosła, idąc w stronę drzwi, jednak zatrzymał ją George.
- Zostaw ją. Porozmawiacie na spokojnie, gdy trochę ochłonie. To dla niej coś nowego – powiedział, obejmując kobietę.
- Przepraszam cię za nią, nie wiem, co w nią wstąpiło. Myślałam, że się ucieszy – odezwała się ze smutkiem Katie. Odkąd tylko przeprowadziły się z Cass do Stanów,  planowały kupno domu, zatem sądziła, że będzie to dla niej miła niespodzianka.
- Jest nastolatką – zaśmiał się mężczyzna. – Przejdzie jej – dodał, chcąc pocieszyć partnerkę.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*U Emily*

Nastolatkach w nerwach kierowała się do hotelowego wejścia, roniąc coraz to więcej łez. Nie dochodziło do niej, że przed momentem rozeszła się z Ellingtonem. A przecież od samego początku ich związku zdawać by się mogło, że byli wręcz idealną parą. I tak było, dopóki nie pojawiła się osoba trzecia, a mianowicie Kelly. Bynajmniej tak twierdziła szesnastolatka. Pomimo słów bruneta, wciąż uważała, że za wszystkim stoi jego była, i że to tylko i wyłącznie z jej winy związek się rozpadł. 

- Emily! – usłyszała za sobą męski krzyk. Zatrzymała się na schodach i niepewnie odwróciła, licząc na to, iż Ellington zrozumiał jaki popełnił błąd. Niestety się pomyliła. Zobaczyła jedynie Włocha, biegnącego w jej stronę z reklamówką. – Ojej, co się stało? – zapytał, zauważywszy, że twarz nastolatki była pokryta łzami. Dziewczyna nie odpowiedziała, tylko wtuliła głowę w ramię kolegi. – Kogo mam pobić? – spytał, objąwszy mocno przyjaciółkę.
- Faceci są beznadziejnie –wycedziła, przerywając uściski, następnie ocierając policzki.
- Wypraszam sobie – oburzył się brunet, poprawiając kołnierzyk od koszulki. – Chodź, pogadamy – zaproponował, otwierając przed dziewczyną drzwi. Po krótkim zastanowieniu weszła do hotelowego holu, a tuż za nią Włoch, po czym razem ruszyli do jego apartamentu. – A więc?
- A więc.. Rozeszłam się z Ratliffem.. – odparła, a jej oczy ponownie zaszkliły się.
- Czemu? – zdziwił się Luca.
- Przez tą głupią zołzę, Kelly – wycedziła rozgniewana brunetka, siadając na kanapie. Zaraz do niej dosiadł się chłopak.
- A co ona zrobiła? – spytał, chcąc dowiedzieć się od przyjaciółki nieco więcej informacji. Nigdy nie wtrącał się on w jej związek, zatem był on na bieżąco ze wszystkimi sprawami. Dotychczas był przekonany, że wszystko między nimi jest w jak najlepszym porządku.
- Wbiła klin między nasz związek i jeszcze zmanipulowała Ellingtona, żebym to ja wyszła na tą najgorszą! A on głupi jak gdyby nigdy nic poszedł za nią. Wiesz jak to boli, gdy ktoś, na kim ci tak bardzo zależy, wierzy jakiejś głupiej zdzirze, zamiast tobie? – mówiła nerwowo, od czasu do czasu roniąc łzy. – Przez cały czas udawała przy mnie miłą, żeby móc pokazać Ellingtonowi jaka to ona nie jest wspaniała, a ja zła.
- Ona naprawdę to zrobiła? Może coś źle rozumiałaś.. – zasugerował Włoch, starając się znaleźć bardziej racjonalne wytłumaczenie sytuacji.
- Tak, oczywiście! Znasz mnie już tyle lat, a ją widziałeś może ze dwa razy i ty tez wierzysz jej?! – oburzyła się Emily.
- Jasne, że nie, Emily. Pewnie, że ci wierzę. Po prostu wiesz, że nie lubię oceniać ludzi, których nie znam. Ale nie mam powodu, żeby ci nie wierzyć. Jeśli to wszystko rzeczywiście tak wygląda, to z Ellingtona jest okropny frajer. Tak się kobiet nie traktuje – powiedział zasmucony całą historią Włoch. Przyjaźnił się z brunetką od bardzo wielu lat, zatem oczywistym było, że to jej uwierzy, a nie komuś, kogo imię ledwo co pamięta. Było mu przykro, widząc jak szesnastolatka cierpi. Przysunął się do niej trochę bliżej i objął jedną ręką.
- Jemu to powiedz. Ja jestem tą najgorszą.. Ale o tym jak się całował w sylwestra z Rydel to już zapomniał.. Nie dość, że chłopak, to jeszcze najlepsza przyjaciółka – żaliła się brunetka, nie mogąc pojąć zachowania dwudziestolatka.
- Uhm.. Aż ciężko mi uwierzyć, że Rydel to zrobiła. Wiesz, może za dużo wtedy wypiła i w ogóle emocje i wszystko.. – mówił, nie chcąc obarczać winą Delly, gdyż za bardzo ją lubił, aby móc powiedzieć o niej w zły sposób.
- Już mnie to nie interesuje. Niedługo będę miała spokój od nich wszystkich – powiedziała, będąc zupełnie nieobecną wzrokiem.
- Co masz na myśli? – zapytał niepewnie Włoch, mając najgorsze myśli w głowie.
- Nie mówiłam o tym nikomu poza Cass i w sumie, to sama niemalże o tym zapomniałam.. Kilka miesięcy temu złożyłam podanie do jednej z najlepszych szkół i jakiś czas temu odpisali mi, że się dostałam.. Stwierdziłam wtedy, że nie mogłabym tego zrobić, bo za bardzo tęskniłabym za Cass.. za Ellingtonem.. i za pozostałymi, ale teraz.. Co mi teraz stoi na przeszkodzie? – mówiła spokojniejszym tonem niż dotychczas. – Fakt, jest jeszcze Cassidy, ale kiedyś i tak byśmy się rozeszły.. A to było moje marzenie. Jutro napiszę do nich w tej sprawie.
- Ale jesteś tego pewna? Nie podejmuj pochopnych decyzji, Emily. To poważna sprawa – powiedział Luca, chcąc przemówić dziewczynie do rozsądku. Nie zależało mu na tym, aby na siłę ją zatrzymywać, zależało mu jedynie na tym, by na pewno dobrze zdecydowała, żeby później nie żałowała. Zawsze trzymał się on zasady, że aby podjąć ważną decyzję, pierw trzeba z tym przespać i dobrze zastanowić, a nie decydować pod wpływem impulsu.
- Jestem pewna. Już wcześniej o tym myślałam, a teraz jestem już na sto procent pewna – odpowiedziała zdecydowanie.
- Skoro tego właśnie chcesz – westchnął Włoch. – Ale wiesz, Cassidy cię tak łatwo nie puści – zaśmiał się dziewiętnastolatek, szturchając przyjaciółkę łokciem.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*Ross i Rocky*

- Rocky, potrzebuję cię – odezwał się Ross, siadając na krześle obok brata w ogrodzie.
- Co się stało? Nie masz zbyt ciekawej miny – stwierdził Rocky, zerkając kątem oka na młodszego. Leżał on na leżaku w samych kąpielówkach i korzystał ze słońca.
- Riker cały dzień jest dla mnie jakiś oschły.. – odparł ze smutkiem, ściągając koszulkę.
- Dlaczego? – zapytał ze zdziwieniem. Gadał wcześniej z dwudziestoparolatkiem i miał on bardzo dobry humor.
- Chciałbym wiedzieć.. Nie mam pojęcia – pokręcił głową młodszy. – Chciałem z kimś pogadać, ale każdy ma ważniejsze sprawy na głowie.
- Ojej, aż mam ochotę cię przytulić – zaśmiał się dziewiętnastolatek, po czym mocno uścisnął brata. – A teraz wal, od czego masz mnie – uśmiechnął się, targając włosy blondyna.
- Dzięki, Rocky.. Um.. Jestem z Cassidy – powiedział z zadowoleniem.
- Naprawdę? To super! – ucieszył się starszy, po czym z szerokim uśmiechem przybił bratu żółwika. – W końcu – zaśmiał się. – Cieszysz się, hm?
- No pewnie! Jestem najszczęśliwszy na świecie! – odparł podekscytowany. Ucieszył się, że nareszcie znalazł kogoś, kto raczył go wysłuchać i kto zdaje się podzielać jego szczęście. – Ale..
- Aleee? Nie podoba mi się to zawahanie.
- Pamiętasz, że za dwa tygodnie wyjeżdżam kręcić film? – zapytał z przejęciem.
- No tak, w międzyczasie mamy mini trasę po Australii – odpowiedział Rocky.
- Cassidy o tym nie wie – odparł zmartwiony. – Jak jej teraz o tym powiem, to się wścieknie..
- Oj tam, przesadzasz. Nie może być aż tak źle – pocieszał go starszy.
- Rocky, łącznie nie będziemy się widzieli pół roku – odezwał się coraz bardziej przejęty blondyn. 


Wiedział o wyjeździe już od dosyć dawna, jednakże zawsze coś mu wypadało i jakoś zapominał poinformować o tym szesnastolatkę. Dopiero teraz uświadomił sobie, że popełnił błąd, nie mówiąc jej o tym. Co innego, gdyby to był krótki, miesięczny wyjazd. Tym razem jest to coś poważniejszego i zdecydowanie dłuższego. Pierw czekał go wyjazd do Australii w celu nakręcenia drugiej części Teen Beach Movie. Następnie wraz z zespołem kilka koncertów na kontynencie, a na końcu zostaje trasa po Stanach, promująca jego serial.


- Nie mam pojęcia jak mogę ci pomóc, Ross. Powinieneś z nią jak najszybciej o tym pogadać, a nie zwlekać, tak jak to robiłeś do tej pory – poradził dorosły. Niespodziewanie ktoś zaczął dzwonić do drzwi. Ross westchnął ciężko, po czym postanowił sprawdzić, kogo przywiało.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*Pokój Rydel, kilkanaście minut wcześniej*

Rydel wraz z Kelly leżały w pokoiku na swoich łóżkach, odpoczywając po basenie. Brunetka czytała książkę, natomiast jej rówieśniczka skakała po kanałach w poszukiwaniu czegoś ciekawego na zapicie nudy. Ostatecznie zatrzymała się na odcinku Hell’s Kitchen. Nie zdążyła się dokładnie wdrążyć w temat programu, gdy do pomieszczenia niespodziewanie wszedł Riker.

- Hej, Rydel. Jest spra.. I hej, Kelly – uśmiechnął się, spoglądając na brunetkę.
- Um.. Hej – odezwała się dwudziestolatka, spoglądając pierw na chłopaka, a następnie na blondynkę. – Chcecie porozmawiać?
- Umm.. – zająknął się dorosły. Rydel spojrzała na niego podejrzliwie.
- Tak, zdecydowanie chcemy pogadać – odpowiedziała na pytanie przyjaciółki.
- Nie ma sprawy – uśmiechnęła się Kelly. – Zostawię was – dodała, wychodząc z pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Riker stał jeszcze chwilę w miejscu, po czym podszedł do siostry i usiadł obok niej.
- Już dawno nie przyszedłeś do mnie w tak zakłopotanym stanie – zaśmiała się dwudziestolatka, kładąc dłoń na kolanie starszego.
- Rydel, to nie jest śmieszne.. – powiedział zupełnie poważnie Riker. Dziewczyna momentalnie się wyprostowała i przybrała pokerową twarz.
- Więc mów – odezwała się, nie będąc przekonaną, czego może się spodziewać. Riker często zwierza jej się z problemów, jednak tym razem zdawał się być szczególnie przejęty.
- Nie wiem od czego zacząć – odparł z coraz mniej ustabilizowanym oddechem. – Wiedziałaś o.. Rossie i Cassidy? – zapytał, starając się zachować resztki spokoju, który stopniowo go opuszczał.
- Umm.. że są razem? – mężczyzna skinął głową. – Wiesz.. Cassidy prosiła, żebym zachowała to dla siebie, ale skoro ty już wiesz.. Tak, wiedziałam. A czemu pytasz? – zapytała badawczo, zdając sobie sprawę o co może chodzić jej bratu.
- Rydel.. – zaczął posępnie. - ..ja wiem, że to złe.. ale nic na to nie poradzę..
- Riker co się dzieje? – dwudziestolatka zaczęła masować brata po plecach, chcąc sprawić, by poczuł się nieco bardziej komfortowo.
- Nie wiem.. Gdy Ross powiedział mi dzisiaj, że jest z Cass.. – przerwał, łapiąc głęboki oddech, po czym odchylił się do tyłu, kładąc na łóżku. – Poczułem jakby zazdrość.. – wydusił z siebie po chwili milczenia. – I w dodatku na niego naskoczyłem.. A on tylko szukał w kimś wsparcia.. Co ze mnie za starszy brat? – żalił się dorosły, będąc bliskim płaczu.
- Uhm.. Nie wiem co powiedzieć.. – odezwała się wyraźnie zszokowana Rydel. Spodziewała się, że o to chodzi, gdy tylko blondyn zapytał ją o związek Rossa i Cassidy, aczkolwiek mimo wszystko było to dla niej zaskoczeniem. – Na.. na pewno nie jesteś złym bratem. Jesteś wspaniały.. Ale jeśli naskoczyłeś na Rossa bez żadnego konkretnego powodu, wydaje mi się, że należą mu się przeprosiny.. Poza tym, nie sądzisz, że poczułbyś się lepiej, gdybyś mu o tym powiedział? Może tego ci właśnie potrzeba? – zasugerowała Rydel, opierając się na łokciu koło brata.
- Słucham? Nie ma takiej opcji. Ja zaczynam żałować, że tobie o tym powiedziałem, a co dopiero jemu.. Wiesz, że mu na niej zależy. Znienawidziłby mnie – odparł stanowczo Riker. Rydel zazwyczaj dobrze radziła, jednakże tym razem nie zamierzał on jej słuchać. Wiedział jaki był niegdyś stosunek Rossa do jego relacji z Cass, zatem wyjawienie prawdy, wzbudziłoby tylko groźny konflikt.
- Więc co zamierzasz z tym zrobić? – zapytała Delly.
- Nie wiem.. A co miałbym zrobić? Będę starał się nie dać niczego po sobie poznać..
- Mhm i co ci to da? Będzie okej, dopóki nie zobaczysz ich razem lub dopóki Ross nie będzie chciał ci się z czegoś zwierzyć. A wtedy co? – kontynuowała nieco przemądrzale Rydel. – Doskonale wiesz, że unikanie ich będzie najgorszym, co możesz w tej sytuacji zrobić.
- Nie wiem.. – westchnął.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*U Rossa*

Chłopiec podszedł do drzwi, a następnie je otworzył. Ujrzał w drzwiach zapłakaną Cassidy, która momentalnie rzuciła mu się w ramiona, mocno obejmując jego szyję. Bez zastanowienia odwzajemnił uścisk. 

- Cassy, słońce, co się stało? – zapytał roztrzęsiony, odgarniając włosy z twarzy nastolatki. Jego myśli zaczęły chwytać się najgorszych scenariuszy.
- Mam wszystkich dosyć – wycedziła, wycierając w nadgarstki oczy. – Mogę wejść?
- Tak, oczywiście – powiedział, zamknąwszy za nastolatką drzwi, a następnie razem rozsiedli się na kanapie w salonie. – Co się stało, kotku? – zapytał troskliwie, pocierając dłonią policzek blondynki.
- Moja mama – wycedziła w nerwach. – Wiesz co mi przed chwilą oznajmiła? Że jutro idziemy obejrzeć dom, w którym zamierza mieszkać z tym swoim facetem i jego synem – odparła, starając się opanować łzy.
- To źle? – zapytał lekko zdezorientowany Ross.
- Uh, tak! Ja tego faceta prawie że nie znam, ani tego jego syna tym bardziej. Poza tym postawili mnie przed faktem dokonanym. Ustalili to już wcześniej, a ja dowiaduję się jako ostatnia. Dlaczego nikt nie zapytał mnie o zdanie?! – irytowała się dziewczyna.
- No to rzeczywiście nieciekawie.. - westchnął siedemnastolatek, oparłszy głowę na ramieniu partnerki. Jedną rękę trzymał na jej kolanie, delikatnie pocierając je, drugą natomiast obejmował ją. – Wiem, że to, co teraz powiem będzie banalne, ale nie przejmuj się.. Jakby coś się działo zawsze możesz przyjść do mnie – uśmiechnął się delikatnie, po czym zaczął cmokać partnerkę po szyi, powoli przesuwając się w stronę ust z coraz większą namiętnością.
- Jakoś dam radę.. – odezwała się przez delikatny chichot, wywołany przez pieszczoty ze strony chłopaka.
- Aww powiedziałeś jej i wszystko jest w porządku – powiedział słodkim głosikiem Rocky, który właśnie wszedł do kuchni. Cassidy spojrzała na niego zdezorientowanym wzrokiem, Ross natomiast starał się dać mu sygnał, by nie drążył dalej tematu. – Ouh, nie powiedziałeś jej? – zapytał speszony.
- O czym on mówi? – spytała zmieszana nastolatka, odwracając się w stronę siedemnastolatka. Ross momentalnie niewinnie się uśmiechnął, gdyż chwilę wcześniej za plecami dziewczyny dawał starszemu bratu sygnały ostrzegawcze.
- Um.. – zawahał się blondyn.
- To ja was zostawię – zaśmiał się nerwowo Rocky. Chwycił w pośpiechu sok z lodówki i najszybciej jak mógł pobiegł na górne piętro.
- ROSS – zaczęła zdeterminowana Cassidy, patrząc groźnie na speszonego blondaska.
- Tak? – zachichotał nerwowo starszy.
- Chcesz mi może o czymś powiedzieć? – zapytała podejrzliwie, przejeżdżając palcem wskazującym wzdłuż torsu partnera. Ten prześledził wzrokiem dłoń nastolatki.
- Uhm.. Możesz zjechać jeszcze niżej – zaproponował. Chwycił rękę dziewczyny, po czym ułożył ją w okolicach swojego rozporka. Coraz bardziej podenerwowana Cass dość solidnie, jednak nieprzesadnie mocno, klepnęła go. – Ałł – syknął blondyn.
- Nie świruj mi tutaj. O co chodziło Rocky’emu? – zapytała ponownie wracając do głównego tematu.
- Ehh.. Nie wiedziałem jak ci o tym powiedzieć – odezwał się, zapominając o wszelkich głupotach, siedzących mu w głowie.
- O czym? – spytała podwyższonym i zlęknionym głosem, chwyciwszy siedemnastolatka za dłoń.
- Chodzi o to, że.. wyjeżdżam na pół roku.. – odparł, wlepiając wzrok w patrzałki ukochanej. Wyraz jej twarzy diametralnie zmarkotniał, a jej oczy zaszły mgłą.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Nastoletnia szatynka o ciemnej karnacji i brązowych oczach siedziała wraz z przyjaciółką na ławce w parku, rozkoszując się koktajlem malinowym. Pomimo iż jej towarzyszka nieustannie ruszała ustami, ciemnowłosa zdawała się jej nie zauważać. Z przejęciem szperała w telefonie z widniejącym na jej twarzy delikatnym uśmieszkiem. Zdawać by się mogło, że dosłownie przed momentem wpadł jej do głowy ciekawy plan, który właśnie zamierzała wprowadzić w życie. Spojrzała na przyjaciółkę i zagryzła dolną wargę.

- Wyglądasz jakbyś właśnie coś uknuła – odezwała się dziewczyna o włosach nieco jaśniejszych niż jej przyjaciółki. Nie była ona również tak urodziwa. Prawdę mówiąc szatynce trudno było dorównać urodą oraz sylwetką. Była ona szczupła z doskonale wyeksponowanymi biodrami oraz biustem. Twarz natomiast miała tak delikatną, że nawet bez makijażu, mogła przyćmić wiele rówieśniczek swym urokiem.
- Skądże znowu – zachichotała szatynka. – No może troszkę – uśmiechnęła się dumnie. – Odzyskam go – powiedziała dumnie, próbując wysączyć resztki napoju z kubka. – Ugh, nic już nie ma. Przydaj się do czegoś i skocz po jeszcze jeden – rozkazała towarzyszce. Ta bez zastanowienia zrobiła to, o co została ‘’poproszona’’.  Szatynka ponownie spojrzała w ekran telefonu, po czym zaczęła stukać w klawiaturę.


______________________________

Heeej! :*
Właśnie przeczytaliście ostatni rozdział tego opowiadania... (*) Uczcijmy to minutą ciszy.. Albo niekonieczne. Wystarczy jak każdy, kto to czyta ładnie skomentuje pod spodem. :)

Minęło 2,5 roku od kiedy zaczęłam pisać to opowiadanie.. W życiu nie sądziłam, że tak długo wytrwam. Byłam przekonana, że zakończę pisanie po kilku rozdziałach, a tutaj proszę.. Jest ich aż 96!
Chciałabym Wam strasznie podziękować za wszelkie komentarze, które pisaliście pod każdym rozdziałem. To one dodawały mi motywacji do dalszego tworzenia. Wielokrotnie miała ochotę zawiesić to opowiadanie, ale teraz muszę przyznać, że byłby to dla mnie największy błąd. Także OGROMNE dzięki dla Was za wielkie wsparcie, za to, że dopingowaliście mnie pod wszystkimi rozdziałami oraz, że podtrzymywaliście mnie na duchu w chwilach zwątpienia. Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak wielkie znaczenie i jak wiele radości sprawiają mi Wasze pozytywne opinie. Do tej pory jest ich AŻ 1813! To jest po prostu niesamowite..


Jednak nie tylko ilość komentarzy wywołuje u mnie wielką radość, a również ogromna ilość wyświetleń bloga. 











Największa ilość wyświetleń na moim blogu w ciągu jednego dnia była w sylwestra 2013 haha.











Jednak niedawno udało nam się dobić niemalże tyle samo wyświetleń, bo tylko o 3 mniej! Było to kilka dni temu. :) (nie wiem czemu zdjęcie ma taki brzydki kolor :( a 59 dlatego, że screen był robiony wcześnie rano :p)












Tutaj macie najczęściej wyświetlane posty:





Oraz liczbę wyświetleń w różnych krajach:





No dobra.. Wielcy fani Rossidy oraz tego opowiadania.. Nie smućcie się. Po sporej ilości komentarzy okazujących smutek z powodu końca tej historii, postanowiłam zrobić coś, czego nikt inny chyba jeszcze nie zrobił. :P 

A mianowicie.... *drums* SEQUEL!!!!!!!! *HALLELUJAH*. 

Tak, dokładnie tak.. Jeśli teraz dużo ilość z Was będzie tym zainteresowana, to za jakiś czas napiszę jakby część dalszą tego właśnie opowiadania. Będzie to tak jakby druga część filmu. :) Stąd też tyle nowych wątków w tym rozdziale. ;) Nie jestem aż taką zołzą, żeby narobić tyle zamieszania w jednym rozdziale i zostawić Was w zamysłach "CO DO CHOLERY BĘDZIE DALEJ?!". Zatem decyzja zależy od Was. Jeśli do tego sequelu dojdzie (nie wiem czy może być sequel książki.. czy tylko filmu, ale cii), będzie się to działo po jakimś okresie czasu. Np. kilka miesięcy później, pół roku później etc.
Kocham Was! <3

~DarkAngel <3
Template by Elmo